piątek, 25 października 2013

YOLO nie krzycie

No dobra, możecie krzyczeć, szykanować mnie (nowe słowo, ja fakultet z wosu). Tak obiecywałam, matko ten spot będzie prowadzony regularnie o jeju jaka ja jestem konsekwentna. No na początku mi się to udawało, no ale potem jak zauważyliście było gorzej. Ale po co się irytujecie? Mówiłam, że będą filmiki, założyłyśmy vloga, no ale nie dałam tu linka.. no w sumie ok, moja wina ale ja po prostu wychodzę z założenia, że wszyscy którzy mnie tu czytają to małe grono osób, które zna mnie osobiście a skoro zna, wie też żem założyła vloga. Whatever, ja dziś o yolo chciałam.

YOLO, no to w wolnym i polskim tłumaczeniu znaczy, żyj chwilą, korzystaj z życia, żyjesz tylko raz ogólnie. Taka moja interpretacja i fakultet z angielskiego. No wszystko ładnie, pięknie, fajnie powiedziane, fajnie napisane ale na tym się kończy. My tacy młodzi, to podobno korzystamy z życia, PODOBNO, w każdym razie powinniśmy. Ja dziś do swoich kochanych chemików, biologów, historyków itd, etc. Popatrzyłam tak dziś na moich ukochanych i jedynych w swoim rodzaju przyjaciół i doszłam do wniosku, że Ci bliscy memu sercu ludzie, oddali całe swe życie nauce. Ja nie mówię, że to źle. Nie, ależ skąd. Ja też siedzę nad książkami zdecydowanie więcej, i powiem Wam, że historia wcale nie jest łatwa. A wos i arkusze maturalne z wosu też do rozrywki nie należą, no ale można wyjść z założenia, że jak ja na humanie to nic nie muszę robić. Wkurza mnie to czasem trochę, takie podejście, no ale ja nie o tym chciałam.
Jak my mamy korzystać z życia jak te najlepsze lata naszego życia spędzamy nad książkami. Prosty przykład, próbowałam ostatnio namówić kogoś żeby chodził ze mną na karate. Treningi 3 razy w tygodniu po 1,5h. NIKT, po prostu NIKT, oprócz Olki, u której mam dług wdzięczności. Nie mowie że wszyscy (falcia pozdrawiam) ale wiekszość nie chciała się zgodzić bo LEKCJE, SPRAWDZIANY, ogólnie mówiąc szkoła. I nie, ja nie hejtuje, bo rozumiem, też będzie mi to bardzo trudno pogodzić, ale  chodzi mi właśnie o to, że z tylu rzeczy musimy rezygnować, tylu rzeczy zwyczajnie w świecie nie spróbujemy, czasem z braku czasu a czasem przez wewnętrzne zahamowania. To też jest chore. Bo nie robimy wielu rzeczy zwyczajnie przez strach co powiedzą inni, lub z obawy, że się skompromitujemy. Rozumiem takich ludzi ale nie wiem co można zrobić, żeby przekonać ich, że to świat jest dla nich, że nalezy z tego korzystać, że po to tu jesteśmy. Whatever, wszystko i tak sprowadza się do lekcji, do chemii, matmy, histy, fizy, polaka. Bo jak jesteś uczniem, to właśnie tą rolę społeczną musisz spełniać najlepiej i ona musi stać na szczycie.

i na koniec taka dygresja : KAŻDY CHEMIK, MA SWOJE ZASADY (czy jakoś tak). W każdym razie, pozdrawiam wszystkich moich kochanych chemików. I pamiętajcie, że zasady są po to, żeby je zobojętniać. BUZIACZKI

postaram się być częściej