wtorek, 10 września 2013

polski i ja

Kończąc poprzednią notkę głowiłam się nad tematem następnego wpisu. Obawiałam się, że przez długi czas nie będę mogła wpaść na nic sensownego no ale z odsieczą przybyła moja pani polonistka. (nawiasem mówiąc cudowna kobieta). Pracą domową dla mojej kochanej IIc była interpretacja obrazu "Jan Chryzostom Pasek, bitwa pod Lachowiczami" (przypadek? nie sądzę)  macie tu załącznik : klik
Ogólna na internecie ani widu ani słychu o opisie a tym bardziej interpretacji tego cudownego artefaktu. Więc zmuszeni byliśmy do samodzielnej pracy. Myślę sobie matura tuż tuż, usiądę, napiszę sama od początku do końca. Usiadłam, odpaliłam obraz na kompie (bo książkę sprzedałam, gratulacje dla mnie) i wzięłam się do interpretacji. Wiedziona myślą, że poprawnie rozpoznałam tytułowego bohatera na obrazie jadę z koksem i kolesia którego uważałam za rosjanina zjechałam porządnie. Nie zostawiłam na nim suchej nitki. Wykorzystałam wszystkie elementy na obrazie przeciwko niemu. Zaś tytułowego bohatera (jak mniemałam) przedstawiłam w pozytywnym świetle. Uwaga, fragment mojej interpretacji : " Zauważamy, że rosjanin podnosi szablę w walecznym geście zaś bronią sarmaty jest krzyż. Można zinterpretować to w taki sposób, że cele walki obu mężczyzn są z goła inne. Polak walczy o swą ojczyznę i religię zaś rosjanin jedynie dla samej wygranej lub korzyści materialnych z niej płynących" Koniec cytatu. Tak. Do wniosku, że sarmatą jest mężczyzna z krzyżem w ręku doszła cała klasa. (Pozdrawiam Paulinę, Olę, Świdra i Kamila). Okazało się, że Polakiem jest ten zły i okrutny mężczyzna z szablą w dłoni, który według mnie walczy tylko dla dóbr materialnych. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie. (klik)
Cała klasa interpretacje miała źle bo wszyscy źle obstawili sarmatę. No ale później pani zaczęła nam dyktować poprawną interpretację obrazu. Starałam się dla Was wyłapać wszelkie szczegóły. Otóż, szabla wcale nie oznaczała bezlitosnej postawy sarmaty, wręcz przeciwnie, cytuję "Mimo, że ma on szablę uniesioną w walecznym geście tak naprawdę lituje się  nad Rosjaninem" nie powiem, bardzo ciekawa interpretacja, która nie wiem skad się wzieła bo na twarzy tego sarmaty nie ma ani śladu litości. Ale są lepsze przemyślenia. Otóż widzice otwartą buzię rosjanina? (tego w zielonym) według interpretacji podyktowanej na lekcji języka polskiego, jest on w trakcie błagania o litość. Ten fenomen mnie powalił bo nie wiem ile grzybków musiałabym zjeść żeby dojść do takiego wniosku. A no i buty sarmaty są czerwone chociaż ich nie widać. To jest bardzo ważny element. A ten nagi typek który leży po lewej stronie pokazuje nastawienie szlachty do wojny. Choć równie dobrze mógłby symbolizować prostytucje na polu walki (spostrzeżenie Mateusza). Konie dynamizują akcję, no powiem Wam, że ok ale czy ten koń sarmaty serio nie jest w ruchu? Zaryzykowałabym stwierdzenie, że on nadal cwałuje (cwel jeden) ale niestety jest to niemożliwe bo zatrzymany koń także symbolizuje okazanie litości według mojej pani. (GENIUUUSZ) A na podsumowanie powiem Wam, że to wszystko nawiązuje do Sienkiewicza.

kocham lekcje języka polskiego.

a cała ta interpretacja zwieńczona cudownym YYYYYYYYYYYYYYYYYYY naszej pani!



a to moja BYŁA parasolka. Ikea zrób to sam. POZDRAWIAMY Z PAULINĄ Z CUDOWNEJ SZKOŁY <3




niedziela, 8 września 2013

my dzieci fejsbóka

Dziś będzie o internecie. Czyli o tym, dzięki czemu mogę do Was dotrzeć ze swoimi myślami. Podobno jesteśmy dziećmi internetu (nie w tym sensie co myślicie, nie nie). Pokrótce chodzi o to, że nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez internetu. Wyobrażenie dorosłych jest takie, że zamykamy się w czterech ścianach z komputerem, internetem, bez potrzeby jedzenia, picia i tym podobnych czynników wpływających na jakość naszego życia. Dorośli myślą także, że jeśli ktoś przerwie nam dostęp do internetu to wpadniemy w szał a jeśli brak dostępu do sieci trwać będzie na przykład kilka dni, wpadniemy w psychozę i będziemy wyrywać sobie włosy z głowy. Irytuje mnie trochę takie podejście. To wcale nie jest tak. Internet stał się dobrem społecznym. Korzystamy z niego w celach naukowych ( TAK, SERIO WTEDY GDY MÓWIĘ, ŻE ODRABIAM LEKCJE I JEST MI POTRZEBNY DO TEGO INTERNET TO TAK WŁAŚNIE JEST), informacyjnych, ale nie ukrywajmy też rekreacyjnych. A może nawet przede wszystkim. Ale na dobrą sprawę dlaczego mielibyśmy z tego rezygnować? Tak jak na przykład dorośli częściej oglądają telewizję czy na takiej podstawie mogę stwierdzić, że są oni uzależnieni od programów telewizyjnych i wykreować w głowie wizję opętanego człowieka, który całe swoje życie poświęcił telewizji? To absurd. To prawda, przyznaję są wyjątki od reguły. Czyli ludzie, którzy bez internetu nie wyobrażają sobie życia. Grają dniami i nocami w lola czy csa i nawet nie śpią. Nie śmiejcie się, mój brat gdy był w wieku gimnazjalnym był fanatykiem gry zwanej "TIBIA", rodzice szli na noc do pracy, czyli wychodzili oboje około godziny 21-22, on siedział od tej godziny do 6 nad ranem aż nie usłyszał na podjeździe samochodu rodziców. Ale level wbity był? był.
Internet czasem negatywnie wpływa na nasze życie. Przyznaję. Często jesteśmy świadkami znęcania się nad innymi ludźmi i tym podobnych sytuacji ale czy takie incydenty nie mają miejsca w życiu realnym?
Poruszę też temat związków przez internet. (OCH ASIA HIPOKRYTKO). Spotyka się dwóch ludzi. "chłopak i dziewczyna" na jakimś portalu społecznościowym, komunikatorze itp. W internecie jesteśmy zupełnie inni, otwarci, przebojowi, nie boimy się nowych relacji. A wszystko to dlatego, że wystarczy wyłączyć komputer by odciąć się od poznanego człowieka. Duży wpływ ma też fakt,że jesteśmy anonimowi. Nikt nie zna naszej tożsamości a my możemy wykreować ją na swoje własne wyobrażenie. Stajemy się zupełnie innym człowiekiem, takim jakim chcielibyśmy byś a nie takim jakim jesteśmy. Zaczyna się miłość i nocne rozmowy. Ufasz komuś kogo nigdy nie widziałeś i do kogo nigdy nie mogłeś się przytulić. To trochę chore ale jakże prawdziwe. Czy można zakochać się przez internet? Ja, z autopsji mogę Wam powiedzieć, że można. Według  niektórych ludzi to nierealne, też tak myślałam. Słyszałam też wersję, że wszystko co w internecie nie jest prawdziwe i chyba trochę się z tym zgadzam. Ale dzięki takiemu związkowi możemy się dowartościować, "pobyć w towarzystwie" osoby dla której jesteśmy idealni chociaż ona tak naprawdę nas nie zna. Bo nie zna. Bądźmy szczerzy. Najgorsza jest ta ciągła niepewność, strach bo przecież wszystko może skończyć się w kilka sekund. Związek przez internet to ciągły strach, paniczny strach i mnóstwo kłamstw. Bo zdjęcia które ktos Ci wysyła wcale nie musza być jego. BA! One w 80% wcale nie są jego. Ale kiedy już w to wejdziesz, bardzo trudno jest się od tego uwolnić. Naprawdę. Słowo harcerza
Inna kwestią internetową jest fejsbók. I się zaczyna lawa hejtów. Nieważne co gdzie kiedy z kim o której godzinie w jakim celu wszystko musi być na fejsie. Przykład: ostatnio weszłam na fejsa i jedna z moich znajomych dodała post : SUPER ZABAWA, ŚWIETNIE SIĘ BAWIMY. MELANŻ Z MOIMI <3 i znaczniki do 20 osób czyli wszystkich gości na tym ostrym melanżu (tak obstawiam). No i PO CO ja się pytam PO CO ona to pisała? Nie, nie próbujcie odpowiadać. To pytanie retoryczne.
Albo opisy na gadu "dziś moim kofanym <3" A NO skoro już o 'kofaniu'.
STATUSY NA FEJSIE. To jest dopiero powód do radości.  Można hejtować w nieskończoność. OKEJ ja rozumiem. Masz chłopaka, chcesz się pochwalić ustaw ten status dzieciaku nikt Ci nie szkoduje ale nie zmieniaj go co dwa dni przy okazji każdej kłótni. I się wtedy robi impreza "w związku" i lawa komentarzy : GRATULUJE KOCHANA, SZCZĘŚCIA. Po dwóch dniach "status z związku na wolny" i lawa komentarzy part2 : 'NIUŃKA CO SIĘ STAŁO? :(' i odpowiedź właścicielki konta: ' I DOBRZE, BYŁ SKURWIELEM' nawet nie wiecie jak kocham takie akcje.
Dobre jest też zawieranie związków na fejsie albo gadu. CHCESZ ZE MNĄ CHODZIĆ? i życie staje się prostsze. Po co umawiać się na spotkania,  fatygować jak można załatwić to siedząc wygodnie w fotelu. To też jest dobre. Ale czekajcie bo teraz moje ulubione.
No już jest ten związek no i pro, super się układa. Aż nagle któregoś dnia dostajesz wiadomość "ej słuchaj ja to wszystko przemyślałam, nie chcę z Tobą być, to nie ma przyszłości, będziesz ze mną nieszcześliwy itp..." czyli rozumiecie zerwanie związku przez internet. Ale najlepsze następuje za jakieś 5 minut, kiedy okazuje się, że Twoja już ex, usunęła Cię ze znajomych na fejsie. Tak kochany, wtedy to już definitywny koniec. Nie ma powrotu.
Mówię Wam, ubaw jakich mało. Między innymi dlatego kocham internet.  Reasumując internet jak najbardziej tak, lecz z umiarem.

PARODIA ŚWIDRA

JA I MOJA RANA PO PROSTOWNICY JOŁ!


więc do następnego razu w tym naszym internetowym świecie kochani !

niedziela, 1 września 2013

Wakacje 2013, to koniec

Ja wiem, że wszędzie bombardują Was hasłami typu JUTRO DO SZKOŁY, KONIEC WAKACJI a wy siedzie przed kompem z taką miną (klik). Rozumiem Was jak nikt inny kochani, ale jest to tak popularny temat, że i my go poruszmy. Dobra, 2 miesiące wstawania w porze obiadowej nadeszły końca. Statystycznie o tej porze o której wstawali niektórzy z nas, będziemy kończyli 5 lub 6 lekcję (czyli niektórzy będą wracali do domu, POZDRAWIAM WSZYSTKIE TRZECIE KLASY OGÓLNIAKA W GWO) Czas się z tym pogodzić, wypadałoby już nastawić się psychicznie na wstawanie z samego rana, w moim przypadku o jakiejś 6:30 (jebać prostowanie włosów) i wychodzenie z domu bez znaczenia jaka pogoda rządzi na zewnątrz. Dobra, grrr przeszedł mnie dreszcz jak pomyślałam sobie o zimie i zapieprzaniu na przystanek.
Wakacje jak wakacje, szału nie ma, staniki nie latają. Stojąc na akademii kończącej rok szkolny doszłam do wniosku, że będą beznadziejne i takie też trochę były. Miałam biegać- nie biegałam. Miałam uczyć się francuskiego- czegoś tam się nauczyłam ale widownia robi :hahaha:. Miałam ogarnąć gitarę - znów widownia. Miałyśmy z moniką rozpocząć vloga- sami wiecie jak wyszło. Ogólnie stałam się takim mega leniem, że przeszłam wszystkie granice ludzkiego lenistwa. Przez dwa miesiące jak usłyszałam tylko, że ktoś krzyczy 'Aśka..' nie musiał kończyć bo ja w ataku furii, że ktoś będzie coś ode mnie chciał rzucałam tym co miałam pod ręką. Zrobiłam się też strasznie wredna, czyli reasumując, te wakacje wcale nie wpłynęły na mnie dobrze. Na odstresowanie pojechałam z moniką do gdańska o czym wiecie (notka niżej) nie będę się na ten temat dłużej rozwodzić bo wyczerpałam już temat. Na początku wakacji wbiły Katowice (bracia cioteczni Moniki) no i nie powiem, było dobrze. Rowery, wycieczki, dens na środku drogi i takie tam było ok. Mariusz stał się moim ulubionym klaunem bo nie musiał nic mówić, żebym wybuchała śmiechem. Zaplanowaliśmy z Moniką i Mariuszem, że będziemy razem mieszkać na studiach. Ja z mariuszem akurat będziemy studiowali po pięc lat. On weterynarz ja prawnik <cwaniak> a moniczka nasz geograf 3 lata ale z nami zostanie na foreva. NIE POZNAŁAM NIKOGO CIEKAWEGO, nikogo. To takie strasznie smutne bo zawsze kogoś poznawałam i coś sie działo, tym razem nikt nie porwał mnie w wir szaleństwa. Kursowałam między domem numer1 a domem numer2 (czyt. monika) i tak zleciała mi spora część wakacji. A skoro już mówimy o kursowaniu i monice to ciapa zdała prawko. A ILE JA MUSIAŁAM SIĘ NASŁUCHAĆ (o kurwa, tak sobie teraz pomyślałam, że jak będzie pisała maturę to zwariujemy obydwie)
Obeszło się bez rodzinnych wycieczek rowerami. Chociaż nie, jedna się zdarzyła. Asia i ponad 60 kilometrów- m i s t r z o s t w o. Gdzieś tam wplątało się generalne sprzątanie domu (olaboga jak ja wytrzymałam wtedy do tej pory nie mogę tego ogarnąć). A no i pomalowałam włosy, w końcu. To akurat nie wiem czy najlepsza decyzja jaką podjęłam no ale trudno, zdarza się i tak.  Warto też wspomnieć, że jako cudowna niania opiekowałam się filipem i wiem wszystko o metinie, paście do zębów ze spidermenem i o treningach na warmii.Byłam cudowną nianią (samoocena +100). Odbyłam parę imprez i jest ok
A no i jeszcze trochę chorowałam, odwodniłam się, wiłam się z bólu brzucha i tak te mi zleciało kilka dni. No i teraz to pytanie ważne, które zadają mi wszyscy : ASIA CHCE CI SIE DO SZKOŁY? Odpowiem na nie, może nie z przyjemnością ale odpowiem. Jak każdemu chyba, chce  mi się trochę do szkoły. Nie jakoś specjalnie bardzo czy coś ale trochę tak. Może nie do samej szkoły co do ludzi na przykład z klasy. Trochę mi się chce do komentarzy Olki, śmiechu Kamila, mądrości Świdra i do matmy z Falą i do Cebeli mi się chce i do uciekania z lekcji i do wypadów z moniką po szkole i ogólnie tak jakoś. O nauce staram się nie myśleć bo boję się, że wykorzystam otwarte okno w pokoiku. Plusem wakacji jest kilka kg w dół na mojej wadze. (mam nadzieję, że to ja schudłam a nie ona się zepsuła)
 I to chyba tyle. Teraz czeka nas 10 miesięcy nauki, narzekania, wkurzania się ale przyznajmy, że trochę chce się nam do szkoły.
Więc pamiętajcie moi młodzi piękni niewyspani, że tak czy tak musimy to przeżyć, więc skoro musimy to może zróbmy to z uśmiechem?
 trzymam za Was wszystkich kciuki i mam nadzieję, że Wy trzymacie za mnie.
Do następnego!

kontrast?

winda ok


FILIP RZĄDZI