piątek, 25 października 2013

YOLO nie krzycie

No dobra, możecie krzyczeć, szykanować mnie (nowe słowo, ja fakultet z wosu). Tak obiecywałam, matko ten spot będzie prowadzony regularnie o jeju jaka ja jestem konsekwentna. No na początku mi się to udawało, no ale potem jak zauważyliście było gorzej. Ale po co się irytujecie? Mówiłam, że będą filmiki, założyłyśmy vloga, no ale nie dałam tu linka.. no w sumie ok, moja wina ale ja po prostu wychodzę z założenia, że wszyscy którzy mnie tu czytają to małe grono osób, które zna mnie osobiście a skoro zna, wie też żem założyła vloga. Whatever, ja dziś o yolo chciałam.

YOLO, no to w wolnym i polskim tłumaczeniu znaczy, żyj chwilą, korzystaj z życia, żyjesz tylko raz ogólnie. Taka moja interpretacja i fakultet z angielskiego. No wszystko ładnie, pięknie, fajnie powiedziane, fajnie napisane ale na tym się kończy. My tacy młodzi, to podobno korzystamy z życia, PODOBNO, w każdym razie powinniśmy. Ja dziś do swoich kochanych chemików, biologów, historyków itd, etc. Popatrzyłam tak dziś na moich ukochanych i jedynych w swoim rodzaju przyjaciół i doszłam do wniosku, że Ci bliscy memu sercu ludzie, oddali całe swe życie nauce. Ja nie mówię, że to źle. Nie, ależ skąd. Ja też siedzę nad książkami zdecydowanie więcej, i powiem Wam, że historia wcale nie jest łatwa. A wos i arkusze maturalne z wosu też do rozrywki nie należą, no ale można wyjść z założenia, że jak ja na humanie to nic nie muszę robić. Wkurza mnie to czasem trochę, takie podejście, no ale ja nie o tym chciałam.
Jak my mamy korzystać z życia jak te najlepsze lata naszego życia spędzamy nad książkami. Prosty przykład, próbowałam ostatnio namówić kogoś żeby chodził ze mną na karate. Treningi 3 razy w tygodniu po 1,5h. NIKT, po prostu NIKT, oprócz Olki, u której mam dług wdzięczności. Nie mowie że wszyscy (falcia pozdrawiam) ale wiekszość nie chciała się zgodzić bo LEKCJE, SPRAWDZIANY, ogólnie mówiąc szkoła. I nie, ja nie hejtuje, bo rozumiem, też będzie mi to bardzo trudno pogodzić, ale  chodzi mi właśnie o to, że z tylu rzeczy musimy rezygnować, tylu rzeczy zwyczajnie w świecie nie spróbujemy, czasem z braku czasu a czasem przez wewnętrzne zahamowania. To też jest chore. Bo nie robimy wielu rzeczy zwyczajnie przez strach co powiedzą inni, lub z obawy, że się skompromitujemy. Rozumiem takich ludzi ale nie wiem co można zrobić, żeby przekonać ich, że to świat jest dla nich, że nalezy z tego korzystać, że po to tu jesteśmy. Whatever, wszystko i tak sprowadza się do lekcji, do chemii, matmy, histy, fizy, polaka. Bo jak jesteś uczniem, to właśnie tą rolę społeczną musisz spełniać najlepiej i ona musi stać na szczycie.

i na koniec taka dygresja : KAŻDY CHEMIK, MA SWOJE ZASADY (czy jakoś tak). W każdym razie, pozdrawiam wszystkich moich kochanych chemików. I pamiętajcie, że zasady są po to, żeby je zobojętniać. BUZIACZKI

postaram się być częściej

wtorek, 10 września 2013

polski i ja

Kończąc poprzednią notkę głowiłam się nad tematem następnego wpisu. Obawiałam się, że przez długi czas nie będę mogła wpaść na nic sensownego no ale z odsieczą przybyła moja pani polonistka. (nawiasem mówiąc cudowna kobieta). Pracą domową dla mojej kochanej IIc była interpretacja obrazu "Jan Chryzostom Pasek, bitwa pod Lachowiczami" (przypadek? nie sądzę)  macie tu załącznik : klik
Ogólna na internecie ani widu ani słychu o opisie a tym bardziej interpretacji tego cudownego artefaktu. Więc zmuszeni byliśmy do samodzielnej pracy. Myślę sobie matura tuż tuż, usiądę, napiszę sama od początku do końca. Usiadłam, odpaliłam obraz na kompie (bo książkę sprzedałam, gratulacje dla mnie) i wzięłam się do interpretacji. Wiedziona myślą, że poprawnie rozpoznałam tytułowego bohatera na obrazie jadę z koksem i kolesia którego uważałam za rosjanina zjechałam porządnie. Nie zostawiłam na nim suchej nitki. Wykorzystałam wszystkie elementy na obrazie przeciwko niemu. Zaś tytułowego bohatera (jak mniemałam) przedstawiłam w pozytywnym świetle. Uwaga, fragment mojej interpretacji : " Zauważamy, że rosjanin podnosi szablę w walecznym geście zaś bronią sarmaty jest krzyż. Można zinterpretować to w taki sposób, że cele walki obu mężczyzn są z goła inne. Polak walczy o swą ojczyznę i religię zaś rosjanin jedynie dla samej wygranej lub korzyści materialnych z niej płynących" Koniec cytatu. Tak. Do wniosku, że sarmatą jest mężczyzna z krzyżem w ręku doszła cała klasa. (Pozdrawiam Paulinę, Olę, Świdra i Kamila). Okazało się, że Polakiem jest ten zły i okrutny mężczyzna z szablą w dłoni, który według mnie walczy tylko dla dóbr materialnych. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie. (klik)
Cała klasa interpretacje miała źle bo wszyscy źle obstawili sarmatę. No ale później pani zaczęła nam dyktować poprawną interpretację obrazu. Starałam się dla Was wyłapać wszelkie szczegóły. Otóż, szabla wcale nie oznaczała bezlitosnej postawy sarmaty, wręcz przeciwnie, cytuję "Mimo, że ma on szablę uniesioną w walecznym geście tak naprawdę lituje się  nad Rosjaninem" nie powiem, bardzo ciekawa interpretacja, która nie wiem skad się wzieła bo na twarzy tego sarmaty nie ma ani śladu litości. Ale są lepsze przemyślenia. Otóż widzice otwartą buzię rosjanina? (tego w zielonym) według interpretacji podyktowanej na lekcji języka polskiego, jest on w trakcie błagania o litość. Ten fenomen mnie powalił bo nie wiem ile grzybków musiałabym zjeść żeby dojść do takiego wniosku. A no i buty sarmaty są czerwone chociaż ich nie widać. To jest bardzo ważny element. A ten nagi typek który leży po lewej stronie pokazuje nastawienie szlachty do wojny. Choć równie dobrze mógłby symbolizować prostytucje na polu walki (spostrzeżenie Mateusza). Konie dynamizują akcję, no powiem Wam, że ok ale czy ten koń sarmaty serio nie jest w ruchu? Zaryzykowałabym stwierdzenie, że on nadal cwałuje (cwel jeden) ale niestety jest to niemożliwe bo zatrzymany koń także symbolizuje okazanie litości według mojej pani. (GENIUUUSZ) A na podsumowanie powiem Wam, że to wszystko nawiązuje do Sienkiewicza.

kocham lekcje języka polskiego.

a cała ta interpretacja zwieńczona cudownym YYYYYYYYYYYYYYYYYYY naszej pani!



a to moja BYŁA parasolka. Ikea zrób to sam. POZDRAWIAMY Z PAULINĄ Z CUDOWNEJ SZKOŁY <3




niedziela, 8 września 2013

my dzieci fejsbóka

Dziś będzie o internecie. Czyli o tym, dzięki czemu mogę do Was dotrzeć ze swoimi myślami. Podobno jesteśmy dziećmi internetu (nie w tym sensie co myślicie, nie nie). Pokrótce chodzi o to, że nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez internetu. Wyobrażenie dorosłych jest takie, że zamykamy się w czterech ścianach z komputerem, internetem, bez potrzeby jedzenia, picia i tym podobnych czynników wpływających na jakość naszego życia. Dorośli myślą także, że jeśli ktoś przerwie nam dostęp do internetu to wpadniemy w szał a jeśli brak dostępu do sieci trwać będzie na przykład kilka dni, wpadniemy w psychozę i będziemy wyrywać sobie włosy z głowy. Irytuje mnie trochę takie podejście. To wcale nie jest tak. Internet stał się dobrem społecznym. Korzystamy z niego w celach naukowych ( TAK, SERIO WTEDY GDY MÓWIĘ, ŻE ODRABIAM LEKCJE I JEST MI POTRZEBNY DO TEGO INTERNET TO TAK WŁAŚNIE JEST), informacyjnych, ale nie ukrywajmy też rekreacyjnych. A może nawet przede wszystkim. Ale na dobrą sprawę dlaczego mielibyśmy z tego rezygnować? Tak jak na przykład dorośli częściej oglądają telewizję czy na takiej podstawie mogę stwierdzić, że są oni uzależnieni od programów telewizyjnych i wykreować w głowie wizję opętanego człowieka, który całe swoje życie poświęcił telewizji? To absurd. To prawda, przyznaję są wyjątki od reguły. Czyli ludzie, którzy bez internetu nie wyobrażają sobie życia. Grają dniami i nocami w lola czy csa i nawet nie śpią. Nie śmiejcie się, mój brat gdy był w wieku gimnazjalnym był fanatykiem gry zwanej "TIBIA", rodzice szli na noc do pracy, czyli wychodzili oboje około godziny 21-22, on siedział od tej godziny do 6 nad ranem aż nie usłyszał na podjeździe samochodu rodziców. Ale level wbity był? był.
Internet czasem negatywnie wpływa na nasze życie. Przyznaję. Często jesteśmy świadkami znęcania się nad innymi ludźmi i tym podobnych sytuacji ale czy takie incydenty nie mają miejsca w życiu realnym?
Poruszę też temat związków przez internet. (OCH ASIA HIPOKRYTKO). Spotyka się dwóch ludzi. "chłopak i dziewczyna" na jakimś portalu społecznościowym, komunikatorze itp. W internecie jesteśmy zupełnie inni, otwarci, przebojowi, nie boimy się nowych relacji. A wszystko to dlatego, że wystarczy wyłączyć komputer by odciąć się od poznanego człowieka. Duży wpływ ma też fakt,że jesteśmy anonimowi. Nikt nie zna naszej tożsamości a my możemy wykreować ją na swoje własne wyobrażenie. Stajemy się zupełnie innym człowiekiem, takim jakim chcielibyśmy byś a nie takim jakim jesteśmy. Zaczyna się miłość i nocne rozmowy. Ufasz komuś kogo nigdy nie widziałeś i do kogo nigdy nie mogłeś się przytulić. To trochę chore ale jakże prawdziwe. Czy można zakochać się przez internet? Ja, z autopsji mogę Wam powiedzieć, że można. Według  niektórych ludzi to nierealne, też tak myślałam. Słyszałam też wersję, że wszystko co w internecie nie jest prawdziwe i chyba trochę się z tym zgadzam. Ale dzięki takiemu związkowi możemy się dowartościować, "pobyć w towarzystwie" osoby dla której jesteśmy idealni chociaż ona tak naprawdę nas nie zna. Bo nie zna. Bądźmy szczerzy. Najgorsza jest ta ciągła niepewność, strach bo przecież wszystko może skończyć się w kilka sekund. Związek przez internet to ciągły strach, paniczny strach i mnóstwo kłamstw. Bo zdjęcia które ktos Ci wysyła wcale nie musza być jego. BA! One w 80% wcale nie są jego. Ale kiedy już w to wejdziesz, bardzo trudno jest się od tego uwolnić. Naprawdę. Słowo harcerza
Inna kwestią internetową jest fejsbók. I się zaczyna lawa hejtów. Nieważne co gdzie kiedy z kim o której godzinie w jakim celu wszystko musi być na fejsie. Przykład: ostatnio weszłam na fejsa i jedna z moich znajomych dodała post : SUPER ZABAWA, ŚWIETNIE SIĘ BAWIMY. MELANŻ Z MOIMI <3 i znaczniki do 20 osób czyli wszystkich gości na tym ostrym melanżu (tak obstawiam). No i PO CO ja się pytam PO CO ona to pisała? Nie, nie próbujcie odpowiadać. To pytanie retoryczne.
Albo opisy na gadu "dziś moim kofanym <3" A NO skoro już o 'kofaniu'.
STATUSY NA FEJSIE. To jest dopiero powód do radości.  Można hejtować w nieskończoność. OKEJ ja rozumiem. Masz chłopaka, chcesz się pochwalić ustaw ten status dzieciaku nikt Ci nie szkoduje ale nie zmieniaj go co dwa dni przy okazji każdej kłótni. I się wtedy robi impreza "w związku" i lawa komentarzy : GRATULUJE KOCHANA, SZCZĘŚCIA. Po dwóch dniach "status z związku na wolny" i lawa komentarzy part2 : 'NIUŃKA CO SIĘ STAŁO? :(' i odpowiedź właścicielki konta: ' I DOBRZE, BYŁ SKURWIELEM' nawet nie wiecie jak kocham takie akcje.
Dobre jest też zawieranie związków na fejsie albo gadu. CHCESZ ZE MNĄ CHODZIĆ? i życie staje się prostsze. Po co umawiać się na spotkania,  fatygować jak można załatwić to siedząc wygodnie w fotelu. To też jest dobre. Ale czekajcie bo teraz moje ulubione.
No już jest ten związek no i pro, super się układa. Aż nagle któregoś dnia dostajesz wiadomość "ej słuchaj ja to wszystko przemyślałam, nie chcę z Tobą być, to nie ma przyszłości, będziesz ze mną nieszcześliwy itp..." czyli rozumiecie zerwanie związku przez internet. Ale najlepsze następuje za jakieś 5 minut, kiedy okazuje się, że Twoja już ex, usunęła Cię ze znajomych na fejsie. Tak kochany, wtedy to już definitywny koniec. Nie ma powrotu.
Mówię Wam, ubaw jakich mało. Między innymi dlatego kocham internet.  Reasumując internet jak najbardziej tak, lecz z umiarem.

PARODIA ŚWIDRA

JA I MOJA RANA PO PROSTOWNICY JOŁ!


więc do następnego razu w tym naszym internetowym świecie kochani !

niedziela, 1 września 2013

Wakacje 2013, to koniec

Ja wiem, że wszędzie bombardują Was hasłami typu JUTRO DO SZKOŁY, KONIEC WAKACJI a wy siedzie przed kompem z taką miną (klik). Rozumiem Was jak nikt inny kochani, ale jest to tak popularny temat, że i my go poruszmy. Dobra, 2 miesiące wstawania w porze obiadowej nadeszły końca. Statystycznie o tej porze o której wstawali niektórzy z nas, będziemy kończyli 5 lub 6 lekcję (czyli niektórzy będą wracali do domu, POZDRAWIAM WSZYSTKIE TRZECIE KLASY OGÓLNIAKA W GWO) Czas się z tym pogodzić, wypadałoby już nastawić się psychicznie na wstawanie z samego rana, w moim przypadku o jakiejś 6:30 (jebać prostowanie włosów) i wychodzenie z domu bez znaczenia jaka pogoda rządzi na zewnątrz. Dobra, grrr przeszedł mnie dreszcz jak pomyślałam sobie o zimie i zapieprzaniu na przystanek.
Wakacje jak wakacje, szału nie ma, staniki nie latają. Stojąc na akademii kończącej rok szkolny doszłam do wniosku, że będą beznadziejne i takie też trochę były. Miałam biegać- nie biegałam. Miałam uczyć się francuskiego- czegoś tam się nauczyłam ale widownia robi :hahaha:. Miałam ogarnąć gitarę - znów widownia. Miałyśmy z moniką rozpocząć vloga- sami wiecie jak wyszło. Ogólnie stałam się takim mega leniem, że przeszłam wszystkie granice ludzkiego lenistwa. Przez dwa miesiące jak usłyszałam tylko, że ktoś krzyczy 'Aśka..' nie musiał kończyć bo ja w ataku furii, że ktoś będzie coś ode mnie chciał rzucałam tym co miałam pod ręką. Zrobiłam się też strasznie wredna, czyli reasumując, te wakacje wcale nie wpłynęły na mnie dobrze. Na odstresowanie pojechałam z moniką do gdańska o czym wiecie (notka niżej) nie będę się na ten temat dłużej rozwodzić bo wyczerpałam już temat. Na początku wakacji wbiły Katowice (bracia cioteczni Moniki) no i nie powiem, było dobrze. Rowery, wycieczki, dens na środku drogi i takie tam było ok. Mariusz stał się moim ulubionym klaunem bo nie musiał nic mówić, żebym wybuchała śmiechem. Zaplanowaliśmy z Moniką i Mariuszem, że będziemy razem mieszkać na studiach. Ja z mariuszem akurat będziemy studiowali po pięc lat. On weterynarz ja prawnik <cwaniak> a moniczka nasz geograf 3 lata ale z nami zostanie na foreva. NIE POZNAŁAM NIKOGO CIEKAWEGO, nikogo. To takie strasznie smutne bo zawsze kogoś poznawałam i coś sie działo, tym razem nikt nie porwał mnie w wir szaleństwa. Kursowałam między domem numer1 a domem numer2 (czyt. monika) i tak zleciała mi spora część wakacji. A skoro już mówimy o kursowaniu i monice to ciapa zdała prawko. A ILE JA MUSIAŁAM SIĘ NASŁUCHAĆ (o kurwa, tak sobie teraz pomyślałam, że jak będzie pisała maturę to zwariujemy obydwie)
Obeszło się bez rodzinnych wycieczek rowerami. Chociaż nie, jedna się zdarzyła. Asia i ponad 60 kilometrów- m i s t r z o s t w o. Gdzieś tam wplątało się generalne sprzątanie domu (olaboga jak ja wytrzymałam wtedy do tej pory nie mogę tego ogarnąć). A no i pomalowałam włosy, w końcu. To akurat nie wiem czy najlepsza decyzja jaką podjęłam no ale trudno, zdarza się i tak.  Warto też wspomnieć, że jako cudowna niania opiekowałam się filipem i wiem wszystko o metinie, paście do zębów ze spidermenem i o treningach na warmii.Byłam cudowną nianią (samoocena +100). Odbyłam parę imprez i jest ok
A no i jeszcze trochę chorowałam, odwodniłam się, wiłam się z bólu brzucha i tak te mi zleciało kilka dni. No i teraz to pytanie ważne, które zadają mi wszyscy : ASIA CHCE CI SIE DO SZKOŁY? Odpowiem na nie, może nie z przyjemnością ale odpowiem. Jak każdemu chyba, chce  mi się trochę do szkoły. Nie jakoś specjalnie bardzo czy coś ale trochę tak. Może nie do samej szkoły co do ludzi na przykład z klasy. Trochę mi się chce do komentarzy Olki, śmiechu Kamila, mądrości Świdra i do matmy z Falą i do Cebeli mi się chce i do uciekania z lekcji i do wypadów z moniką po szkole i ogólnie tak jakoś. O nauce staram się nie myśleć bo boję się, że wykorzystam otwarte okno w pokoiku. Plusem wakacji jest kilka kg w dół na mojej wadze. (mam nadzieję, że to ja schudłam a nie ona się zepsuła)
 I to chyba tyle. Teraz czeka nas 10 miesięcy nauki, narzekania, wkurzania się ale przyznajmy, że trochę chce się nam do szkoły.
Więc pamiętajcie moi młodzi piękni niewyspani, że tak czy tak musimy to przeżyć, więc skoro musimy to może zróbmy to z uśmiechem?
 trzymam za Was wszystkich kciuki i mam nadzieję, że Wy trzymacie za mnie.
Do następnego!

kontrast?

winda ok


FILIP RZĄDZI

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

7 dni z życia studenta czyli Gdańsk z zupełnie innej perspektywy.






Życie studenta jest bardzo męczące, zapewniam ja siostra studenta u którego spędziłam tydzień wakacji nad morzem. Jeśli wydaje się Wam, że znacie Gdańsk bo obejrzeliście kilka zdjęć na necie albo w jakimś przewodniku to OCH NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Do tej pory Gdańsk kojarzył mi się z morzem. I właściwie na tym kończyły się moje skojarzenia. Ten tydzień zmienił całkowicie moje podejście do tego miasta. Pierwsze dwa dni spędziłyśmy z Moniką na buszowaniu po galeriach, szczerze Wam powiem, że Bałtycka rządzi. To nic, że trzeba jechać jakieś pół godziny od osiedla na którym mieszka Krzysiek. Opłacało się! Z tego co pamiętam byłyśmy tam kilka razy i za każdym razem odkrywałyśmy nowe sklepy- fenomen.
 No ale po kolei. Mieszkanie po studencku rozjebało mnie całkowicie. Mieszkanie, nie powiem przypadło mi do gustu, oprócz paru małych detali. Zatkany zlew w kuchni, który magicznie sam się naprawiał, połączenie kuchni z salonem którą oddzielał jedynie kolor ścian bo zbyt drogie byłyby same ściany. Brak patelni (tu warto wspomnieć, że Krzysiek był już bardzo bliski jej kupna lecz później wykalkulował, że niesie to za sobą dalsze koszty czyli np, kupno oleju), fenomenem był także żyrandol  który mieścił 6 żarówek, ale były włożone tylko dwie w tym tylko jedna działała. G E N I U S Z  Jedyne urządzenia, które tam działały to piekarnik, odkurzacz i wiatrak. Ważnym elementem jeśli chodzi o wystrój była kolekcja butelek po piwie. Było ich mnóstwo każdego gatunku.
 Niesamowici są także ludzie w tym cudownym mieście. Pomijając już chodzenie w sandałach i skarpetach to poznałam kobietę, która jadła batona Pawełka i zagryzała bułką. Do tej pory nie potrafię tego ogarnąć. Jak będziecie już w Gdańsku to pamiętajcie, że z Pętli dostaniecie się wszędzie, nawet na koniec świata. Nie da się ukryć, że były to cudowne wakacje, nawet biorąc pod uwagę Starówkę i to jak się na niej zgubiłyśmy i chciało się nam płakać bo wszędzie było pełno ludzi i nowych straganów a wyjście ukradli niemcy, których było tam mnóstwo. Wieża widokowa została jedynie wspomnieniem ale za to znalazłyśmy Neptuna.
Muszę jeszcze poruszyć pewną kwestię. Otóż! W Gdańsku są najprzystojniejsi chłopcy ever. Nie skłamię jeśli powiem, że zakochałam się co najmniej kilkadziesiąt razy, w kolesiach na deskach, bmx'ach w fulach, snapach czy chujwiejeszczeczym. Są cudowni, nawet w środku nocy gdy wyjrzałyśmy za okno oni tam byli :o. (Macie zdjęcie jednego z nich, wprawdzie tyłem ale tylko na tyle zdążyłam).

Ogólnie tam wszyscy biegają. Nieważne czy to młody, stary, gruby, chudy. KAZDY BIEGA. Raz spacerowałyśmy wokół stawku i biegała taka kobieta, i nagle znikła. Monika doszła do wniosku, że po prostu umarła z przemęczenia.  A skoro już mowa o stawku. Spotkałyśmy uroczego Szymonka, który nie pamiętał ile ma lat, nie wiedział co to rodzeństwo, ma dwie siostry - jedną starszą a drugą najstarszą, który myślał, że śpimy w pociągu bo nim przyjechałyśmy i według którego wyglądam jak kolega jego siostry.
Warto też wspomnieć o naszej wyprawie na basen. Przejechałyśmy kilkadziesiat kilometrów żeby znaleźć się w jakimś cudownym malowniczym osiedlu, chodziłyśmy z pół godziny szukając basenu aż w końcu postanowiłyśmy po prostu kogoś zapytać. Tym kimś byli najprzystojniejsi chłopcy których tam spotkałyśmy. ASIA W AKCJI I ZNAMY JUZ DROGE NA BASEN, szkoda tylko, że był zamknięty. W akcie desperacji, wróciłyśmy do chłopaków siedzących na orliku.
Ludzie tam są ogólnie bardzo mili, młody chłopak prowadzący samochód  jakiś ekspersowych przesyłek uśmiechał się do nas tak serdecznie, że prawie przejechał na czerwonym.
Chciałam też zaznaczyć, że jesteśmy mistrzyniami w orientacji w terenie bo po kilku dniach pomagałyśmy ludziom trafić na bramę wyżyną czy do centrum. FAK JE
A ZAPOMNIAŁABYM. Nigdy za żadne skarby nie idźcie na kawe do  Starbucks no chyba, że macie ogrom hajsu i chcecie go wydać. My prowadzone ogromną ochotą napicia się kawy poszłyśmy do tej cudownej kawiarni i..
sami zobaczcie:


Ogólnie tydzień był cudowny a Krzysiek okazał się najlepszym bratem na świecie.

niedziela, 11 sierpnia 2013

soł tru

Niby dorośli a jednak idioci.
Wracając ze sklepu byłam świadkiem jak mały pięcioletni chłopczyk, stał na ulicy i płakał. Zapytałam go co się stało, jednak nie chciał mi powiedzieć. Na szczęście znałam chłopca i wiedziałam gdzie mieszka. Zaproponowałam, że odprowadzę go do domu, nie wyraził szczególnej chęci ale też nie zaprzeczył, więc uznałam, to za pozwolenie. Chłopiec nie odzywał się przez całą drogę, kiedy doszliśmy na podwórko maluch pobiegł do domu. Na podwórku stał jego tata, a kiedy zwróciłam uwagę, że może powinien poświęcać więcej uwagi swemu synowi, zarzucił mi, że jestem chamska, bezczelna i źle wychowana. Odpowiedziałam, że ja przynajmniej w wieku pięciu lat nie stałam na środku ulicy i nie płakałam podczas gdy moi rodzice nie wiedzieli co się ze mną dzieje. Wyszłam. Nie chciałam prowadzić z tym człowiekiem dalszej rozmowy bo jedyne na co miałam ochotę to powiedzieć mu o tym jakim beznadziejnym jest ojcem. Jakim człowiekiem trzeba być,  żeby zostawiać na pastwę losu takich małych człowiekczków? Bierze mnie nerwica jak pomyślę, że ten wiecznie na fazie 'tatuś' zabiera dzieciństwo dla tego chłopca.
Po co tacy ludzie podejmują się opieki nad dziećmi? Przecież to nie trzyma się logicznej całości. Dla tych dzieci byłoby o niebo lepiej w jakimś domu dziecka, gdzie przynajmniej ktoś dbały o ich bezpieczeństwo. Ludzie, którzy krzywdzą małe dzieci nie mają u mnie za grosz szacunku. Nigdy ich nie zrozumiem i chyba nie chcę wchodzić w ich psychikę bo boję się, co mogłabym tam zobaczyć.
Co ważniejszego może być od tego małego człowieczka, w którego żyłach płynie nasza krew i który zawdzięcza nam życie? Co do cholery może być ważniejszego od jego szczęścia i przepełnionych radością oczu? Co może być ważniejsze od jego pierwszych kroków i słów?
Jakim trzeba być idiotą by odebrać dziecku radość życia i przede wszystkim dzieciństwo.

 TAKIM LUDZIOM MÓWIMY STANOWCZE NIE, przecież kochamy dzieci.


a teraz ogłoszenie parafialne. Otóż, wyjeżdżam i będę tu dopiero za tydzień. ALE Z BONUSEM
będzie filmik, prosto z Gdańska!
 do zobaczenia młodzi, piękni, niewyspani.

wtorek, 6 sierpnia 2013

tolerancja





Tolerancja. Niestety dla wielu Polaków jest to obcy termin. Nie chcę podporządkowywać wszystkich temu stwierdzeniu, ale jak inaczej można myśleć o takim państwie, skoro były prezydent, działacz związkowy, współzałożyciel "Solidarności" na pytanie co sądzi o homoseksualistach odpowiada, że powinni zajmować oni ostatnie miejsca a nawet znajdować się za murem. (KLIK) Oczywiście większość ludzi uważa się za tolerancyjnych, teoretycznie może tak jest ale gdy pada pytanie czy ta sama osoba byłaby w stanie zaakceptować homoseksualistę w rodzinie, odpowiedź jest negatywna. Dlaczego tak uczepiłam się tych homoseksualistów? MAM LEKKIEGO FIOŁA NA TYM PUNKCIE. Nie mogę znieść kiedy ktoś ewidentnie tępi tych ludzi. Nie wymagam, żebyście się z nimi przyjaźnili czy nawiązywali bliższe kontakty czy SAMI STAWALI SIĘ HOMOSEKSUALISTAMI,  wymagam jednie tego byście odnaleźli w sobie jakieś kawałki tolerancji i przestali zachowywać się jak zacofańce z epoki kamienia. Szanuję zdanie swoich rozmówców, i mimo, że zawsze dochodzi do kłótni staram się do samego końca nie wyjść z równowagi no ale czasem jest to po prostu niemożliwe. Najlepszym przykładem na to jest pewna sytuacja, gdy siedziałam u swojej przyjaciółki (miśka) i przyjechali do cioci i wujka ich znajomi. Był to chyba okres tych burzliwych dyskusji o legalizacji związków partnerskich. Siedziałam obok i oglądałam telewizje,  no ale jak pewien PAN zaczął mówić, że homoseksualistów powinni wykluczyć ze społeczeństwa nie wytrzymałam i doprowadziłam do tego, że zrezygnowani pojechali do domu.
Homoseksualiści też są ludźmi  ja wiem, że dla Was to jest szok, cieszę się że mogę Was w tym uświadomić ALE TAK WŁAŚNIE JEST. To nie jest ich wina, że szczęście potrafią odnaleźć jedynie u boku człowieka tej samej płci. Czy to ma przesądzić o tym, że stają się oni wyrzutkami społeczeństwa? Czy naprawdę mamy prawo odsuwać ich na margines społeczeństwa? Czy MY jako CHRZEŚCIJANIE, mamy prawo do tego by osądzać tych ludzi i mówić, że nie zasługują oni nie tylko na niebo ale też na piekło? Jakimi jesteśmy ludźmi skoro nie potrafimy zaakceptować drugiego człowieka takim jakim jest bez potrzeby zmieniania go na swoje potrzeby? To chore, i może czas otworzyć nie tylko oczy ale też serca na innych ludzi?
O dobre są też te kwestie "CZY JEST PAN TOLERANCYJNY WOBEC HOMOSEKSUALISTÓW?"
" TAK OCZYWIŚCIE ALE NIECH TEGO NIE AFISZUJĄ I POWSTRZYMAJĄ SIĘ OD PUBLICZNEGO OKAZYWANIA MIŁOŚCI" no kurwa  to moja ulubiona wypowiedź. Ta sama kwestia może tyczyć się też heteroseksualistów. Dobrze, cudownie że jesteśmy tacy świetni ale może sie z tym nie afiszujmy? Nie całujmy się na ławkach w parku jakbyśmy  chcieli wylizać wnętrzności naszego partnera, może nie łapmy się za rękę podczas spaceru bo gorszymy tym społeczeństwo. Własnie na tym polega problem, że w świecie heteroseksualistów miłość jest darem a w świecie homoseksualistów przekleństwem.
DLATEGO APELUJĘ MŁODZI PIĘKNI NIEWYSPANI, dajmy przykład innym  i bądźmy tolerancyjni wobec wszystkich ludzi bo każdy człowiek na to zasługuje.