Życie studenta jest bardzo męczące, zapewniam ja siostra studenta u którego spędziłam tydzień wakacji nad morzem. Jeśli wydaje się Wam, że znacie Gdańsk bo obejrzeliście kilka zdjęć na necie albo w jakimś przewodniku to OCH NIC BARDZIEJ MYLNEGO. Do tej pory Gdańsk kojarzył mi się z morzem. I właściwie na tym kończyły się moje skojarzenia. Ten tydzień zmienił całkowicie moje podejście do tego miasta. Pierwsze dwa dni spędziłyśmy z Moniką na buszowaniu po galeriach, szczerze Wam powiem, że Bałtycka rządzi. To nic, że trzeba jechać jakieś pół godziny od osiedla na którym mieszka Krzysiek. Opłacało się! Z tego co pamiętam byłyśmy tam kilka razy i za każdym razem odkrywałyśmy nowe sklepy- fenomen.
No ale po kolei. Mieszkanie po studencku rozjebało mnie całkowicie. Mieszkanie, nie powiem przypadło mi do gustu, oprócz paru małych detali. Zatkany zlew w kuchni, który magicznie sam się naprawiał, połączenie kuchni z salonem którą oddzielał jedynie kolor ścian bo zbyt drogie byłyby same ściany. Brak patelni (tu warto wspomnieć, że Krzysiek był już bardzo bliski jej kupna lecz później wykalkulował, że niesie to za sobą dalsze koszty czyli np, kupno oleju), fenomenem był także żyrandol który mieścił 6 żarówek, ale były włożone tylko dwie w tym tylko jedna działała. G E N I U S Z Jedyne urządzenia, które tam działały to piekarnik, odkurzacz i wiatrak. Ważnym elementem jeśli chodzi o wystrój była kolekcja butelek po piwie. Było ich mnóstwo każdego gatunku.
Muszę jeszcze poruszyć pewną kwestię. Otóż! W Gdańsku są najprzystojniejsi chłopcy ever. Nie skłamię jeśli powiem, że zakochałam się co najmniej kilkadziesiąt razy, w kolesiach na deskach, bmx'ach w fulach, snapach czy chujwiejeszczeczym. Są cudowni, nawet w środku nocy gdy wyjrzałyśmy za okno oni tam byli :o. (Macie zdjęcie jednego z nich, wprawdzie tyłem ale tylko na tyle zdążyłam).
Ogólnie tam wszyscy biegają. Nieważne czy to młody, stary, gruby, chudy. KAZDY BIEGA. Raz spacerowałyśmy wokół stawku i biegała taka kobieta, i nagle znikła. Monika doszła do wniosku, że po prostu umarła z przemęczenia. A skoro już mowa o stawku. Spotkałyśmy uroczego Szymonka, który nie pamiętał ile ma lat, nie wiedział co to rodzeństwo, ma dwie siostry - jedną starszą a drugą najstarszą, który myślał, że śpimy w pociągu bo nim przyjechałyśmy i według którego wyglądam jak kolega jego siostry.
Warto też wspomnieć o naszej wyprawie na basen. Przejechałyśmy kilkadziesiat kilometrów żeby znaleźć się w jakimś cudownym malowniczym osiedlu, chodziłyśmy z pół godziny szukając basenu aż w końcu postanowiłyśmy po prostu kogoś zapytać. Tym kimś byli najprzystojniejsi chłopcy których tam spotkałyśmy. ASIA W AKCJI I ZNAMY JUZ DROGE NA BASEN, szkoda tylko, że był zamknięty. W akcie desperacji, wróciłyśmy do chłopaków siedzących na orliku.
Ludzie tam są ogólnie bardzo mili, młody chłopak prowadzący samochód jakiś ekspersowych przesyłek uśmiechał się do nas tak serdecznie, że prawie przejechał na czerwonym.
Chciałam też zaznaczyć, że jesteśmy mistrzyniami w orientacji w terenie bo po kilku dniach pomagałyśmy ludziom trafić na bramę wyżyną czy do centrum. FAK JE
A ZAPOMNIAŁABYM. Nigdy za żadne skarby nie idźcie na kawe do Starbucks no chyba, że macie ogrom hajsu i chcecie go wydać. My prowadzone ogromną ochotą napicia się kawy poszłyśmy do tej cudownej kawiarni i..
sami zobaczcie:
Ogólnie tydzień był cudowny a Krzysiek okazał się najlepszym bratem na świecie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz